Ślub w Chinach na Bogato

Zaliczyłem Ślub w Chinach na baaardzo Bogato 🙂

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Akurat tak mi się trafiło. W zależności od regionu są w Chinach różne zwyczaje, kolory sukien panny młodej: czerwone albo białe, inaczej wyglądają przygotowania, ale co oczywiste, oprawa zawsze zależy od zamożności i pozycji rodziców pary młodej.

Tak się złożyło, że mnie się trafił ślub na – chyba – najwyższym z możliwych poziomów. Czy tego żałuję? Na pewno nie. Na tradycyjny, skromny ślub będę miał jeszcze czas się załapać.

  1. Zaczynamy w domu u Pana Młodego, ślub w Chinach rozpoczęty.

Zbiórka o godzinie 8.00. Pojawia się najbliższa rodzina, męska drużba oraz kilku znajomych Pana Młodego w biznesie, w tym ja z synem i kilka innych osób. Drużba to kilku młodych przyjaciół Pana Młodego, ubranych w jednolite, ciemne garnitury. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, pewni siebie, nie uświadczysz odrobiny tego tradycyjnie postrzeganego skromnego, zahukanego Chińczyka. Niemniej wszyscy sympatyczni i grzeczni. Ślub w Chinach rozpoczęty.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Trochę pogawędek, przygotowań. Pan młody razem z drużbą pozuje do zdjęć wykonywanych przez profesjonalnego fotografa. W tym czasie goście rozmawiają, podziwiają marmurowy salon, palą namiętnie papierosy, a ci co nie zdążyli w hotelu na śniadanie mogą teraz poczęstować się potrawami na suto zastawionym okrągłym stole.

2. Jedziemy do Panny Młodej.
Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Korowód samochodów starannie przygotowany. Czekają na nas Rolls Royce oraz kilka Maybachów. W końcu Pan Młody bogaty, nie będzie na samochodach oszczędzał. I słusznie. Jazda upłynęła na oglądaniu wnętrza Maybacha i napawaniu się gadżetami i elegancją samochodu o wartości około miliona dolarów.

3. Wchodzimy do domostwa Panny Młodej.

Wejścia do domu Panny młodej pilnują druhny ubrane w takie same, eleganckie, szare, długie suknie. Wszystkie dziewczyny smukłe i wysokie, zaprzeczają stereotypowi malutkiej przykurczonej Chinki z krótkimi, kaczkowatymi nogami. Do wnętrza domu dostać się jest niełatwo. Dziewczyny stworzyły rożnorakie blokady, niczym Samoobrona za czasów przewodniczącego Leppera.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Każda z tych blokad musiała być pokonana przez Pana Młodego i jego drużbę. Przeszkody były różne: zjadanie nieznanych mi niesmacznych – sądząc po minach jedzących – potraw, chodzenie boso po dywaniku do ćwiczeń na płaskostopie z plastikowymi kolcami oraz zjadanie jabłek nafaszerowanych wykałaczkami oraz ciastek bez użycia rąk.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Zwłaszcza ostatnia faza zdobywania górnego piętra wydawała się odrobinę nudna, do czasu jak ojciec Panny Młodej wziął sprawy w swoje ręce. Rozpoczął rozdawanie papierosów w ogromnych ilościach oraz kopert ozdobnych  z Yuanami, niestety nie w ogromnych, ale dość sporych ilościach. To ożywiło znacząco przynudzonych gości.

Wreszcie po baaaaaardzo długim czasie cała ekipa weselna dotarła pod drzwi sypialni w której ukrywała się Panna Młoda. Po potwierdzeniu, że wszystkie zadania zostały wypełnione przez drużbę męską w 100%, uchyliły się drzwi sypialni i można było do niej przeniknąć bez przeszkód. Na ogromnym łożu siedziała na biało przystrojona Panna Młoda.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Tutaj zabawy ciąg dalszy: szukanie ukrytych przedmiotów np. butów Panny Młodej, inne zadania zręcznościowe, by w końcu Pan Młody mógł odczytać swoje oświadczyny w pozycji uniżonego przyklęku. Jak się można było spodziewać oświadczyny zostały przyjęte.

Ponieważ zabawa przeciągnęła się prawie do południa, nie omieszkano zapewnić gościom urozmaiconych przekąsek w międzyczasie.

4. Wspólny powrót do domu Pana Młodego.

Skoro oświadczyny zostały przyjęte, a wszyscy zadowoleni, że wszystko poszło zgodnie z planem i wreszcie się skończyło, pozostało wrócić do domu Pana Młodego kolumną eleganckich samochodów w kolorze czarnym, przyozdobionych wstążkami i kwiatami.

Teraz nastąpiło przejście pary Młodej przez kwiatową bramę, wystrzały fajerwerków z papierowym konfetti oraz podobne jak u nas wniesienie Panny Młodej do małżeńskiej sypialni.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Domowy ołtarz w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Domowy ołtarz w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Potem przerwa gościom na odpoczynek a młodożeńcom prawdopodobnie na załatwienie formalności urzędniczych. Niestety o czymś takim jak uroczystość kościelna tutaj nie słyszałem, bo i kościołów brak, a Chińczycy to w większości ateiści. Co najwyżej posiadają własny ołtarzyk, postawiony na mebelku w ustronnym miejscu.

5. Impreza na baaaaardzo bogato.

Godzina 17.00. W holu hotelu para młodych wita się ze wszystkimi gośćmi. A było ich około 800 osób. To za dużo jak na jedną salę. Była więc sala główna i kilka pobocznych. Miejsce oczywiście uzależnione było od pozycji i ważności gości. Mnie nie wiem czemu razem z moim synem posadzono w sali głównej. Czyli klepnął nas zaszczyt.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach - Goście z Europy, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach – Goście z Europy, fot. Wł. Arboczius

Nie muszę pisać, że impreza była świetnie przygotowana czyli: nagłośnienie, dekoracje, prowadzący itp. bo wiadomo. Powiem krótko: niby ślub w Chinach a czułem się jak podczas transmisji z wręczania oskarów. Nie wiem o czym prezenterzy mówili, bo nie znam chińskiego, ale z pewnością były to peany na temat zalet Panny Młodej i Pana Młodego, poparte profesjonalnie zmiksowanymi filmami wyświetlanymi na scenicznych ekranach.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Na zakończenie Pan Młody odśpiewał piosenkę i co? NIKT NIKOGO NIE POPROSIŁ DO TAŃCA, BO TAŃCÓW NIE BYŁO !!!

6. W takim razie zajadamy.

Nie muszę zapewniać, że stoły uginały się od wspaniałych potraw, bo się uginały. Przeważały owoce morza: kraby, langusty, krewetki, ryby, małże itd. itp. Niektóre zwierzątka były jeszcze żywe, po to by wyzionąć ducha w gotującym się na stole wywarze.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach - langusta, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach – langusta, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach - Ślimaki, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach – Ślimaki, fot. Wł. Arboczius

Pojawił się nawet „ogórek morski” czyli gumowy, morski zwierzak z kolcami. Kształtem rzeczywiście przypominał ogórek lub prezerwatywę i smakował podobnie – bardzo na gumowo. Nic w tym by nie było nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że jest to jedno z najdroższych dań w chińskich restauracjach.

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach, fot. Wł. Arboczius

Część męską zapewne interesuje odpowiedź napytanie: a co do picia? Już wyjaśniam – Wódka 52%, ze specjalnego źródła, specjalnie przyrządzana i w ogóle z całą historią. Szkoda tylko, że smakowała jak bimber zaprawiony landrynkami.

Ślub w Chinach - Wódka, fot. Wł. Arboczius

Ślub w Chinach – Wódka, fot. Wł. Arboczius

Najgorszy jest pierwszy kieliszek, potem jest coraz lepiej. I rzeczywiście coś jest z tą jakością na prawdę, bo na drugi dzień kaca brak. Głowa nic a nic nie boli.

7. Zakończenie

Godzina 20.15. Ślub w Chinach zakończony. Koniec imprezy – a szkoda. Nikt się nie opił, nikt nie zatańczył, trochę smutno bo w Polsce dopiero by się zabawa zaczęła o tej porze. Ale może to i dobrze bo na drugi dzień mamy poranny pociąg do Szanghaju.

Podziel się tym wpisem ze znajomymi !

Jeden Komentarz o: “Ślub w Chinach na Bogato

  1. Bardzo ciekawy wpis. Wesele faktycznie na bogato , jedzenie super . Szkoda tylko ,że nie było tańca!!!!!!
    Czekam na kolejne wpisy 🙂

Dodaj komentarz

Wymagane imię i adres email.Twój adres email nie będzie publikowany.

CommentLuv badge