aero01

Aeroflotem Do Chin

Warszawa – Moskwa – Szanghaj

„Jak sie nie wywrócis to sie nie naucys” – cytat z kultowego serialu „Wojna Domowa”. A mówiąc prościej –  jeśli czegoś nie spróbujesz na własnej skórze to prawdy nie poznasz.

I tak było w moim przypadku. Postanowiłem polecieć do Chin przez Moskwę. Obawy były, bo słyszałem różne nieciekawe opinie typu: bo Ruscy nie lubią Polaków, bo samoloty technicznie niesprawne i spadają, bo obsługa niemiła, bo jak wylądujesz w Moskwie to cię zatrzymają i nie polecisz dalej, bo cię okradną, itp. itd.

A jak było na prawdę? Mówiąc krótko – AEROFLOT ZDAŁ EGZAMIN POZYTYWNIE !!!

Zacznijmy od ceny – 1800zł w obie strony. Bardzo trudno znaleźć niższą cenę. Jeśli lecimy przez Frankfurt, Monachium czy Wiedeń to nie znajdziemy tańszego lotu. Oczywiście można być czujnym i szukać , a  jak to robić opisałem  tutaj.

Samoloty Aeroflotu nowiuteńkie typu Airbus i do stanu technicznego nie można się w żaden sposób przyczepić. Gorzej ze stewardesami. Zawsze miałem wyobrażenie, że Rosjanki to piękne, sympatyczne, szczupłe kobiety. Niestety nie stewardesy Aeroflotu.

Jakieś takie dziwne, jakby prosto z kołchozu, sztuczne, bez uśmiechu i niesympatyczne. Niemki przynajmniej przyklejają sobie sztucznego banana do twarzy, a Rosjanki niestety nie.

Tak czy inaczej dziewczyny wykonały swoją pracę, a być może to ja jestem zbyt wymagający i nadto rozpieszczony przez inne linie lotnicze.

Przebieg lotów Aeroflotem wyglądał następująco:

Podróż z Warszawy do Moskwy – nic szczególnego – typowo i tradycyjnie. Start – lot – lądowanie. Natomiast samo lotnisko Szeremietiewo to lotnisko bardzo dziwne. Ogromne, niby nowoczesne, ale jakby irracjonalnie zaprojektowane.

Poruszasz się po okręgu, żeby dojść z jednej bramki do drugiej musisz pokonać ogromny dystans. Mnie to zajęło prawie 30 minut !!!.

Główne przejście bardzo wąskie. Ci, którzy czekają przy bramkach na swoje loty blokują przejście dla innych, tych którzy przemieszczają się do swoich bramek. Ilość foteli dla oczekujących za mała. Pasażerowie czekający na boarding siedzą na schodach i podłodze !!!

Security jest bardzo zabawne. Tęga kobieta pogania pasażerów wykrzykując: „Mużczina, pieriechadi bystrieje, dawaj, dawaj, dawaj”. „Pałażi wsio iz karmana”. Sporo Polaków – zwłaszcza starszych – zna język rosyjski , ale Anglik, czy Niemiec niekoniecznie.

Informacja o lotach tranzytowych trudno-dostępna. Monitory zawieszone są tylko w niektórych, czasem trudnych do znalezienia miejscach, więc tak na prawdę trzeba nieźle podreptać, żeby ustalić do jakiej bramki trzeba się udać.

Jeśli już znajdziemy bramkę, to może się okazać, że to nie ta. Bramka na mojej karcie pokładowej zupełnie się nie zgadzała z bramką rzeczywistą. Trochę czasu zajęło znalezienie tej prawdziwej, ale i tutaj nie było stosownej informacji wyświetlonej na monitorze. Trzeba było dopytać obsługi, żeby dowiedzieć się ostatecznie, że ta bramka jest dobra, ale obsługa zapomniała wyświetlić informację o locie do Szanghaju na monitorze.

Ceny na lotnisku niesamowite. Chciałem kupić wódkę „Bieługa”, ale cena 500 zł za flaszkę, pomyślałem o kawiorze, ale 1000 zł za puszkę. Skąd oni wzięli takie ceny – nie wiem. Nic nie kupiłem, nawet drewnianych Matrioszek, które niegdyś moja mama przywoziła z Moskwy za grosze. Na lotnisku cena była horrendalna.

Matrioszki - Moskwa - Szeremietiewo, fot. Wł. Arboczius

Matrioszki – Moskwa – Szeremietiewo, fot. Wł. Arboczius

Lot do Szanghaju „uprzyjemniał” mi niejaki Andriej, który okazał się moim sąsiadem w samolocie. Wparował do samolotu z reklamówką piw i uśmiechniętą gębą. Był nieźle wstawiony, co być może było rezultatem walki ze stresem samolotowym.

Zachowaniem przypominał mi Ferdynanda Kiepskiego, ale sylwetką Arnolda Boczka. Jego tusza rozlewała się na sąsiednie siedzenia, podobnie jak pijacki oddech wypitego wcześniej przez Andrieja alkoholu.

Andriej miał wiele „fascynujących” pytań, które były przerywnikiem w pochłanianiu kolejnych puszek piwa. Na szczęście zasnął szybko, ale niestety nie bezgłośnie. Jego chrapanie i alkoholowy oddech był dokuczliwy aż do końca lotu dla okolicznych pasażerów. Pocieszyłem się, że lepsze to niż rozwrzeszczane dziecko na sąsiednim fotelu.

Jakie konkluzje?

Polecam lecieć przez Moskwę, bo tanio i bezpiecznie. Andriej i naburmuszone stewardesy niekoniecznie muszą być standardem przy każdym locie Aeroflotem. Możliwe, że mnie się tak przytrafiło.

Podziel się tym wpisem ze znajomymi !

Dodaj komentarz

Wymagane imię i adres email.Twój adres email nie będzie publikowany.

CommentLuv badge